Uzdrowienie międzypokoleniowe

o. Józef Witko OFM

2013-04-18 16:06
Ludzie, którzy bezskutecznie przez wiele lat zmagali się z różnego rodzaju grzechami i nałogami, obwiniając samych siebie, dopiero podczas rekolekcji, prowadzonych przez o. Józefa Witko OFM w Zembrzycach k/Krakowa, dotyczących uzdrowienia międzypokoleniowego, odkryli prawdziwe przyczyny swojego wieloletniego cierpienia i znaleźli trwałą pomoc.


Świadectwa

o. Józef Witko OFM. Fot.: Archiwum Autora

Pierwsze świadectwo

„Od dzieciństwa, przez około czterdzieści lat borykałem się z samogwałtem. Do tego zacząłem często przeglądać strony pornograficzne. Przyjemności seksualne były bardzo ważnym elementem mojego życia. Próbowałem różnych metod, aby się uwolnić, ale bezskutecznie. Modliłem się. Uczestniczyłem we Mszach Świętych połączonych z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Uczestniczyłem także w różnego rodzaju rekolekcjach, ale nie było żadnej poprawy. Wydawać by się mogło, że tak już będzie aż do śmierci.

Rok temu wziąłem udział w rekolekcjach na temat uzdrowienia międzypokoleniowego w Zembrzycach. Wybrałem się tam nie z powodu samogwałtu, ale by pogłębić swoje życie duchowe. Każde rekolekcje to przecież okazja do nawrócenia i przemiany. Konferencje oparte były na historii życia patriarchów: Abrahama, Izaaka, Jakuba i jego synów. Tam dowiedziałem się, że można w intencji przodków zamówić gregoriankę (30 Mszy Świętych). Nie każdy zgadza się z taką formą modlitwy za zmarłych. Dlatego też nie jest łatwo znaleźć kapłana, który zgodziłby się gregoriankę odprawić. Mimo wszystko udało mi się znaleźć księdza, który chętnie odprawił gregoriankę, obejmującą cztery pokolenia – 30 osób. Nawet nie myślałem o tym, jaki to będzie miało wpływ na moje życie. Chciałem przyjść z pomocą moim zmarłym przodkom.

Kiedy tylko gregorianka przekroczyła dzień dwudziesty, nasiliły się u mnie pokusy przeciw czystości. Nie mogłem normalnie funkcjonować. Nie wiedziałem, co się dzieje. Nie wiązałem tego z Mszami, które były odprawiane za przodków. Kiedy jednak skończyła się gregorianka, wszelkie pokusy w tej materii całkowicie ustąpiły. Jakbym nigdy nie miał z tą dziedziną żadnych problemów. Nawet myśl o tych sprawach nie powodowała żadnego poruszenia. Kiedy tak się nad tym zastanawiałem, doszedłem do wniosku, że stało się to dzięki tym Mszom Świętym za przodków. Dopiero wówczas uświadomiłem sobie, że był to problem pokoleniowy, który ustał w momencie, kiedy skończyły się Msze Święte za moich przodków. Od tego momentu minęło już sporo czasu, a ja ani razu nie upadłem. Wcześniej nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Chwała niech będzie Jezusowi za Jego miłosierdzie dla nas.”

Jacek

Drugie świadectwo

Odkąd tylko sięgam pamięcią, pragnęłam przyjaźni i akceptacji. Koledzy i koleżanki zawsze trzymali się razem. Ja zaś zawsze byłam jakby na uboczu. Chciałam być z nimi, ale oni dawali mi do zrozumienia, że mnie nie potrzebują. Dlatego ciągle szukałam przyjaźni, szukałam kogoś, kto by mnie rozumiał, z kim mogłabym się spotykać i mile spędzać czas. Kiedy udało mi się już nawiązać przyjaźń, to wówczas czułam się chorobliwie zazdrosna o tę osobę, szczególnie wtedy, kiedy spotykała się z kimś innym. Wiedziałam że to, co się ze mną dzieje, nie jest normalne, ale nie potrafiłam się od tego uwolnić. Z tego też powodu byłam bardzo zła i smutna. Często też manifestowałam swoje oburzenie z tego powodu. Trwało to kilkadziesiąt lat. Zawsze zrzucałam to na karb mojego charakteru. Taka już jestem…

Kiedyś wzięłam udział w rekolekcjach uzdrowienia międzypokoleniowego w Zembrzycach. Dowiedziałam się tam o Mszach Świętych za przodków. Po jakimś czasie zamówiłam gregoriankę – 30 Mszy Świętych za cztery pokolenia moich zmarłych przodków. Kiedy Msze Święte zostały odprawione, zauważyłam u siebie zmiany na lepsze. Okazało się, że jak ręką odjął, znikła chorobliwa zazdrość, żal i przygnębienie. Z dnia na dzień moje serce wypełniły radość i pokój. Ustąpił smutek.

Kiedy się nad tym zastanawiam dochodzę do wniosku, że prawdopodobnie był to problem pokoleniowy. Ten problem ustąpił w momencie, kiedy zostały odprawione Msze Święte za moich przodków. Inaczej nie potrafię tego wyjaśnić, tym bardziej, że pracowałam nad sobą, aby pozbyć się chorobliwej zazdrości, ale bezskutecznie. Teraz już nie mam z tym problemu. Czuję w sobie ogromną radość. Chwała Panu.

Wdzięczna Joanna


Powyższe świadectwa pokazują, że po odprawieniu 30 Mszy Świętych za zmarłych przodków, nagle ustąpiły problemy osobiste związane z nałogami i chorobliwymi stanami serca. Nie są to odosobnione przypadki. Wciąż pojawiają się nowe świadectwa od uczestników rekolekcji uzdrowienia międzypokoleniowego.


Czym zatem jest uzdrowienie międzypokoleniowe?

W czasie rekolekcji, jakie prowadzę na temat uzdrowienia międzypokoleniowego, rozważamy życie patriarchów: Abrahama, jego syna Izaaka, jego wnuka Jakuba i jego prawnuków, czyli dzieci Jakuba. Ich życie staje się jakby lustrem, w którym przyglądając się, odkrywamy życie naszych przodków, ich zmagania ze złem, grzechami, nałogami i nawykami. Widzimy wzloty i upadki, a także wspaniałą wierność Boga, który nigdy nie cofa raz danego słowa i nigdy nie opuszcza ani nie porzuca tych, których wybrał, nawet kiedy oni zawodzą, upadają lub zrywają swoją relację z Nim. Przypominają mi się tu słowa z Listu do Hebrajczyków: Nie opuszczę cię ani nie porzucę! (Hbr 13, 5)

Widzimy na podstawie życia patriarchów, że Bogu zależy na nas. On z ogromną troską prowadzi swoje dzieci przez dni, miesiące i lata, aż dojdą do upragnionej przystani. A w drodze nie jesteśmy sami, bo Bóg przypomina nam, że należymy do jednej wielkiej rodziny. Dlatego Bóg nigdy nie patrzy na nas jako na pojedynczą osobę, ale widzi w nas kogoś, kto jest mocno zakorzeniony w rodzinie.

W Piśmie Świętym spotykamy się ze słowami, w których Bóg wyraźnie stwierdza, że nie jest jedynie Bogiem jednostki, ale jest przede wszystkim Bogiem rodziny: Ja jestem (…) Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba (Wj, 3, 6).

To w rodzinie przychodzimy na świat i w rodzinie ten świat opuszczamy (przynajmniej tak być powinno). To w rodzinie uczymy się życia, wiary, relacji z drugim człowiekiem, opartych na miłości i wzajemnym szacunku. To w rodzinie zdobywamy wszelkie potrzebne środki do właściwego rozwoju duchowego i materialnego. Dlatego dzięki naszym rodzicom, dziatkom, dzięki naszym przodkom, mamy łatwiejsze życie. Dobro zdobyte przez rodziców w postaci dóbr materialnych, wychowania, wiary, kultury, staje się dobrem dziedziczonym przez ich dzieci. Podobnie jest też i ze złem. Zło nabyte przez ojca i matkę w postaci nałogów, uzależnień, braku wiary, kultury oraz braku środków materialnych, staje się dziedzictwem przekazanym dzieciom. Z powodu tego złego dziedzictwa żyje się im trudniej. Zatem dziedziczymy zarówno dobro, jak i zło.


W jaki sposób dziedziczymy dobro i zło?

Dziedziczymy je np. przez geny, kiedy się rodzimy. Stąd mówi się np. o chorobach genetycznych, dziedzicznych.

Uczynione zło może przylgnąć do następnych pokoleń także przez złe duchy, które zostały zaproszone do rodziny przez przodków. One nie umierają wraz ze śmiercią kogoś z rodziny, ale zostają w niej i w sposób duchowy oddziaływają na jej członków, powodując nacisk, presję ku złemu.

Istnieje również prawo siania i zbierania. Jak mówi stare przysłowie: „Co zasiejesz, to zbierzesz”. Siejesz zło, zbierzesz zło. Siejesz dobro, zbierzesz dobro.

Innym sposobem przechodzenia zła na następne pokolenia jest naśladownictwo. Dzieci popełniają te same grzechy, które popełnili ich rodzice poprzez naśladowanie zachowań. Często dokonuje się to nieświadomie. Sprzyja temu atmosfera zła. Np. kiedy w domu panują skłonności do narzekania, w pewnym momencie dzieci zaczną tak jak ich rodzice narzekać. Jeżeli w domu rodzice kłamią, to ich dzieci też zaczną kłamać. Jeżeli rodzice używają wulgarnych słów, to dzieci w końcu zaczną też przeklinać. Podobnie może być z alkoholizmem, brakiem wiary, czy jakimkolwiek innym złem. Trzeba pamiętać, że nie dziedziczymy grzechu jako takiego, ale dziedziczymy niegodziwość serca, czyli skłonność do buntu i nieposłuszeństwa wobec Boga i Jego Przykazań.

Dziedziczenie niegodziwości serca wcale nie oznacza, że automatycznie będziemy grzeszyć, nikt nie jest do tego zmuszony. Grzechy popełnione przez naszych przodków stają się naszymi własnymi grzechami dopiero wówczas, kiedy my sami je popełnimy. Bardzo dobrze ilustruje taki przypadek historia króla Dawida.

Dwie Księgi Samuela opisują nie tylko wiele dobra dokonanego przez Dawida, ale opisują również jego grzechy. Wszystko układało się Dawidowi pomyślnie aż do czasu, kiedy spotkał Batszebę. Wtedy w jego życiu wszystko zaczęło ulegać stopniowemu pogorszeniu.

Najpierw Dawid dopuścił się cudzołóstwa z Batszebą, która była zamężna. Następnie chcąc ukryć swój grzech, popełnił morderstwo. Zabił mieczem Ammonitów męża Batszeby – Uriasza.


Co człowiek sieje, to zbiera

Po jakimś czasie Amnon, jeden z synów Dawida, pałając wielką żądzą do swojej siostry, Tamar, dokonał na niej gwałtu. Z tego powodu Absalom, kolejny syn Dawida, zabił Amnona, swego brata. Następnie Absalom zbuntował się przeciwko swojemu ojcu i za pomocą intryg próbował przejąć jego królestwo. Historia skończyła się śmiercią Absaloma oraz poważnym zniszczeniem Izraela.

Podsumowując: Dawid popełnił cudzołóstwo i morderstwo. Jego synowie uczynili dokładnie to samo. Popełniają cudzołóstwo i morderstwo. Dawid zebrał dokładnie to, co zasiał. Jeżeli będziemy śledzić dalszą historię Izraela, a w szczególności dzieje potomków Dawida, po wielokroć znajdziemy w niej te same grzechy, jakie popełnił sam Dawid.

Jakie grzechy naszych przodków stają się naszymi grzechami?

Najczęściej występującymi grzechami, które moglibyśmy nazwać grzechami naszych ojców są: różnego rodzaju nałogi, zależność emocjonalna, zaborczość, manipulacja, zastraszanie, gniew, furia, przemoc, strach/lęk, wszelkiego rodzaju wykorzystywanie (emocjonalne, fizyczne, umysłowe, seksualne), bałwochwalstwo, brak wiary, problemy finansowe, pycha, bunt i nieposłuszeństwo względem Bożych przykazań, grzechy seksualne, brak poczucia własnej wartości, narzekania, czary, magia, gusła, itp.


Co zrobić, aby uwolnić się od złego dziedzictwa?

Aby uwolnić się od złego dziedzictwa trzeba najpierw uznać przed Bogiem zarówno grzechy swoich przodków, jaki i te, które my sami popełniliśmy świadomie lub nieświadomie. Następnie powinniśmy przeprosić Pana Boga za wszystkie popełnione przez nas grzechy i wyznać je w sakramencie pokuty. Na koniec mamy wynagrodzić Panu Bogu i człowiekowi za wszelkie wyrządzone zło. Dopiero wówczas Bóg okaże nam swoje miłosierdzie, przebaczy i obficie pobłogosławi.

 

http://magazynfamilia.pl/artykuly/Uzdrowienie_miedzypokoleniowe,7324,120.html

Kommentar schreiben

Kommentare: 1
  • #1

    Tam Struck (Dienstag, 24 Januar 2017 10:25)


    Thankfulness to my father who shared with me on the topic of this webpage, this blog is really remarkable.